Biegiem na Rysy czyli tatrzańska przygoda

Autor: • 5 sierpnia 2015 • #nbrteam, Blog, Góry, Trening6 komentarzy3050

Podchodzę żwawym krokiem. Powoli przed moimi oczami zaczyna pojawiać się Czarny Staw pod Rysami. „Boziu, jak tu pięknie” myślę sobie. Myślę również, patrząc w górę, że te Rysy, to jest jednak cholernie wysoka góra. Zastanawiam się też, jak to możliwe, że Świerc i Łobodziński wbili się na szczyt w półtorej godziny, kiedy my jesteśmy przy stawie, mając na zegarze 1:15…

A może by tak na Rysy?

Kiedy kilka dni przed wyjazdem w Tatry w głowach mojej i Pawła pojawił się pomysł zrobienia czasówki na Rysy i porównania się z Piotrkiem Łobodzińskim, który jest najświeższym rekordzistą w tym temacie, niekoniecznie spodziewałem się, że to dojdzie do skutku. Myślałem, że temat rozejdzie się po kościach. Bo górska łazęga, bo wieczorne biesiadowanie, bo coś będzie boleć, bo nie będzie się chciało… Mimo to przekalkulowałem czasy i tempa, które osiągnęli Świerc i Łobodziński i oszacowałem, w jakim czasie bylibyśmy w stanie zrobić to samo, czyli wbiec na Rysy z parkingu w Palenicy Białczańskiej.

Wyliczenie było proste: przy Morskim Oku powinniśmy mieć 15 minut straty do Marcina Świerca, czyli powinniśmy tam być po 50 minutach, a na szczycie Rysów powinniśmy pojawić się jakąś godzinę po nim oraz po obecnym rekordziście, Piotrku Łobodzińskim, czyli po 2,5 godziny. Z takim założeniem chodziliśmy po tatrzańskich szlakach i we wtorkowy poranek stanęliśmy za szlabanem w Palenicy, chcąc przekuć je w rzeczywistość.

Odcinek pierwszy: klapkostrada

Myślę, że drogę z Palenicy do Morskiego Oka zna niemalże każdy. Klapkostrada. Prawie 8 kilometrów asfaltu ciągnącego się delikatnie pod górę. Do tego mniejsze lub większe morze turystów, człapiących mozolnie pod górę. Kiedy startowaliśmy o 7:30, widzieliśmy przed sobą ogromny tłum. Do Wodogrzmotów Mickiewicza wyprzedziliśmy z milion osób. Kiedy minutę przed Pawłem dotarłem do Morskiego Oka, moim oczom ukazała się oszałamiająca liczba osób tam obecnych. Cztery. Rozciągnąłem się chwilę i pobiegłem dalej.

Parking Palenica Białczańska (0,0 km / 984 m) -> Schronisko PTTK przy Morskim Oku (7,7 km / 1406 m)
czas od startu 50 minut

Odcinek drugi: pierwsze zmęczenie

Wiecie, że to był w zasadzie mój pierwszy raz w Tatrach? W sobotę i niedzielę obeszliśmy z żonami, narzeczonymi i znajomymi okolice Murowańca, Kościelec, Dolinę Pięciu Stawów Polskich czy Świstówkę. Ciągle jednak byłem podjarany tym, co mnie otacza i cholernie cieszyłem się, że zaraz ujrzę Czarny Staw pod Rysami. W drodze do niego jednak ciutkę się zmęczyłem i skupiłem się bardziej na tym, żeby nie pozwolić łydkom eksplodować, więc oglądanie i podziwianie pozostawiłem sobie na drogę powrotną.

foto: keeprunning.pl

foto: keeprunning.pl

Od stawu zaczęliśmy się oddalać po 1 godzinie i 20 minutach biegu. To było miejsce, kiedy skończyło się bieganie. To było miejsce, kiedy myśl o tym, że zostało 1000 metrów pionowo w górę, które zbierzemy na 2,5 kilometrach odległości, sprawiała, że zrobiło mi się choleeeeernie dobrze. Już bolało, wiedziałem, że może boleć jeszcze bardziej, ale bardzo tego chciałem.

Schronisko PTTK przy Morskim Oku (7,7 km / 1406 m) -> odejście od stawu (10,5 km / ~1600 m)
czas od startu 1 godzina i 22 minuty

Odcinek trzeci: na szczyt

Jeszcze nie zaczęły się łańcuchy, a ja powiedziałem Pawłowi, że jedyne gdzie patrzę, to metr przed moimi nogami. Pierwszy raz w życiu pociłem się tak, że z daszka kapały mi litry potu. Serce pracowało chyba w dziesiątym zakresie. Pięliśmy się mozolnie metr za metrem. Gdzieś na wysokości Buli pod Rysami zrobiło się trochę chłodniej. Zarzuciliśmy na siebie ekstra warstwę i pocisnęliśmy dalej. Pawłowi zajęło to mniej czasu i odstawił mnie na kilkadziesiąt metrów. Ja przez to musiałem wyprzedzać wolniejszych turystów, a że starałem się to robić w bezpiecznych miejscach i za ich pozwoleniem, straciłem kilka minut.

foto: keeprunning.pl

Wspinaczka szła mi nadzwyczaj sprawnie. Łańcuchów używałem wtedy, kiedy czułem, że jest to naprawdę niezbędne. Czas leciał raz dwa. Jak się okazało, odległość do szczytu malała również bardzo szybko. W pewnym momencie spojrzałem przed siebie. Kilkanaście metrów dalej i wyżej zobaczyłem Pawła. Na szczycie. Rety, to już blisko! Jeszcze tylko przewalić się przez przełączkę (nie mam lęku przestrzeni, ale w drodze powrotnej, kiedy widziałem nieco więcej, łapy mi się spociły w tym miejscu), podejść po kilkunastu skałach i jest! Dokładnie po 2 godzinach i 38 minutach klepnąłem słupek na szczycie Rysów. Paweł nie stał w korkach i zrobił to po 2 godzinach i 31 minutach.

Odejście od stawu (10,5 km / ~1600 m) -> Rysy (12,9 km / 2499 m)
czas od startu 2 godziny i 38 minut

foto: keeprunning.pl

60 minut, które nie ma znaczenia

Zrobiliśmy to! Tak, jak przeczuwałem, straciliśmy godzinę do Marcina Świerca i Piotrka Łobodzińskiego. Jesteśmy średni, jesteśmy tacy-se, ale co z tego! Kocham poronione pomysły, kocham szajbnięte propozycje i serce mi się raduje, że mam koło siebie tak zacnego zioma, który jest tak samo popieprzony, jak ja.

foto: marcinkargol.pl

Ani to rekord, ani to coś, czym się można chwalić. Ale to zupełnie nieważne. Byłem po raz pierwszy w Tatrach i mogę odhaczyć jedną z rzeczy „to do” w 2015 roku. A sposób, w jaki tej rzeczy dokonałem, jest dla mnie superemocjonujący i nawet półtorej doby później przyprawia mnie o szybsze bicie serca.

A jakby tego było mało, to schodząc spotkaliśmy najtwardszych z najtwardszych – ekipę Ultra Men Triathlon. Panowie, zaszczytem było uścisnąć Wam dłoń!

foto: marcinkargol.pl

Podobne wpisy

6 Odpowiedzi na Biegiem na Rysy czyli tatrzańska przygoda

  1. Paweł napisał(a):

    Świetny wpis. Gratuluję ociągnięcia zamierzonego celu. Kolejnych przygód

  2. Daro napisał(a):

    Mój człowiek. Mega, ukłony.

  3. Iwona napisał(a):

    Zawsze byłeś zwariowany i fajnie, że przez tyle lat nic się w tym temacie nie zmieniło. Gratulacje i jeszcze mnóstwa szalonych przygód.
    P.S nadal świetnie się Ciebie czyta 🙂

  4. […] górach kilkukrotnie mijaliśmy biegaczy – nawet powyżej 2000mnpm. Sami zresztą z Marcinem Kargolem planowaliśmy od jakiegoś czasu trochę pobiegać i wbiec między innymi na Rysy – ot tak, […]

  5. MAŁA STOKROTKA napisał(a):

    Podziwiam i trzymam kciuki za dalsze wyprawy:)

  6. […] 5 sierpnia 2015 | Biegiem na Rysy czyli tatrzańska przygoda […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *